Historia

Historia Obrazu

Historia Obrazu
Najcenniejszym skarbem kościoła brdowskiego i największą świętością wiernych tutejszej okolicy jest obraz Matki Bożej. Według prastarej tradycji, obraz jest darem króla Władysława Warneńczyka, który przekazał go ze swej kaplicy kościołowi brdowskiemu przy okazji fundacji klasztoru. Tradycja wiąże go również z wojną krzyżacką pod Grunwaldem, gdzie miał należeć do cenniejszych rekwizytów królewskiego wyposażenia jego ojca -Władysława Jagiełły.

Brak jest dokumentacji potwierdzającej tę tradycję. Faktem jest natomiast, że mamy do czynienia z bardzo starym wizerunkiem Matki Bożej z Dzieciątkiem na ręku, malowanym na pięciu deskach z drzewa lipowego o wymiarach 106,5 x 69 cm, oraz 15 mm grubości deski. Namalowany został na zaprawie kredowo-klejowej, dość porowatej, powodującej pęcznienia. W partii górnej, poza postaciami Madonny i Dzieciątka, artysta wykonał złocenia złotem płatkowym na podkładzie czerwonego pulmentu. W warstwie farby mamy do czynienia ze spoiwem temperowym z dużą zawartością oleju, nadto z barwnikami bieli ołowianej, ugru, cynobru, umbry, czerwieni żelazowej, azurytu i czerni.

W świetle ostatnich badań przyjmuje się, że wizerunek Madonny został namalowany według swobodnego szkicu, nie mającego odpowiednika wśród zachowanych wizerunków Matki Bożej w Polsce. Artysta zakreślił stylusem ołowiowym czarne kontury postaci, na których namalował dość swobodnie twarz Madonny i jej prawe ramię, przechodząc znacznie granice zakreślonych konturów szkicu. Dzięki temu twarz Madonny podniosła się w górę, uzyskując w połowie czoła lekko zarysowany jakby tiul welonu. Jest bardzo prawdopodobne, że twarz przeniósł artysta z modela, o czym zdają się świadczyć bliki na oczach, stanowiące jakby odbicie z okna. Postać Madonny usytuowana jest statycznie, z wyakcentowaniem dużych oczu i nosa, wydatnych ust i delikatnego podbródka. Głowę i cały korpus Madonny okrył artysta dużym welonem koloru ciemnozielonego, przechodzącego w niebieski, pod szyją spiął całą szatę wydatnym zwojem w kształcie dużego guza, poniżej piersi ułożył dłonie Madonny – prawą delikatnie przyciskającą szatę -lewą podtrzymującą Dzieciątko.

Malarz przedstawił z profilu postać Jezusa, siedzącego na lewej ręce Najświętszej Matki z lekkim przechyłem w Jej kierunku, ponadto z gestem błogosławieństwa prawą ręką i trzymającego księgę w lewej ręce. Twarz Dzieciąt­ka zdradza rysy co najmniej dwunastoletniego chłopca o kędzierzawych włosach, pulchnych policzkach, lekko wydętych wargach, zadartym nosie oraz delikatnych ustach. Sukienka Dzieciątka stonowana została w kolorze jaśniejszym niż Madonny, szczególnie w odniesieniu do pól bliżej widza i poza fałdami.

Górną partię obrazu zdobi wzorzyste, zapewne XVIII-wieczne, tło nałożone na klejowo-kredowym podłożu. Wyodrębnia go najpierw gładki nimb Madonny oraz drugi nad głową Jezusa w kształcie krzyża. Wokół nim­bów, w tle wystylizował artysta delikatną wiązkę liści akantu i róż, dając tym samym pewien rekwizyt wzor­nictwa gotyckiego, w którym utrzymane jest całe dzieło.

Opisane cechy obrazu wraz z techniką malarską zdają się wskazywać, że mamy do czynienia z dziełem sięga­jącym drugiej połowy XV stulecia. Co więcej, ostatnia konserwacja obrazu po pożarze w 1983 r. pozwala na wyciągnięcie prawdopodobnych wniosków, że ma on wcześniejsze pochodzenie, pokryte późniejszymi prze-malowaniami. Tak więc wspomniane na wstępie prze­kazy tradycji pozwalają zakładać, że obraz mógł powstać w początkach XV wieku, za czym przemawia jego kult i wiązanie go z bitwą grunwaldzką, wyrażające się w śpiewaniu hymnu Bogurodzica, o czym powiemy jeszcze później.

Analiza stylistyczna dzieła, choć nie będzie zapewne do końca wyjaśnioną zagadką, zyskała jednak pewne cechy prawdopodobieństwa dzięki ostatnim badaniom, podjętym po pożarze w 1983 r. Okazało się, że artysta przed ostatecznym przedstawieniem postaci Madonny i Dzieciątka naszkicował go w dalece innym ujęciu w czasie nakładania farb. Matka Boża zdawała się mieć twarz bardziej owalną, pochyloną w kierunku Jezusa, dwukrotnie też zarysowano jej oczy i skos czoła. Także twarz Jezusa pozbawiona była podbródka a oczy uniesione były bardziej ku górze. W świetle podczerwieni okazało się, że późniejsi malarze przemalowali kilka szczegółów ułożenia postaci, a najbardziej trudną do odtworzenia prawą nóżkę Chrystusa, być może, z odwróconą stopą do widza, zakryli sukienką. Pierwotny obraz nie miał złoconego nimbu nałożonego w czasach późniejszych konserwacji, które nadały mu cechy późnego gotyku i wczesnego renesansu.

Toteż według opinii historyków sztuki cechy stylistyczne zdają się wskazywać na pochodzenie obrazu z kręgu Małopolski lub Śląska. Inni znów, co wydaje się mniej prawdopodobne, wskazują na krąg Wielkopolski. Na dowód tej opinii wskazują właśnie obraz Matki Boskiej Brdowskiej i Biechowskiej, pozostający od kilku lat pod opieką paulinów. Wyjaśnienie tych hipotez wykracza poza możliwości badawcze – nie znając miejsca powstania obu wizerunków, a także jednoznacznie wiernego pierwowzoru dla obu wizerunków. Pomijając obraz biechowski warto dodać, że wizerunek Matki Bożej z Brdowa nie posiada żadnych pisanych przekazów źródłowych, nie wspominają o nim akta fundacyjne, milczą też niestety i źródła na przestrzeni dwóch wieków aż do początków XVII stulecia. Wtedy właśnie zniszczony wizerunek stał się przedmiotem szczególnego zainteresowania wiernych i spisania jego historii przez o. Andrzeja Gołdonowskiego (+ 1660). Do naszych czasów nie zachował się żaden egzemplarz tego dzieła, lecz mimo to na jego podstawie utrwaliło się przekonanie o pochodzeniu obrazu z kręgu dworu Władysława, zwanego Warneńczykiem.

Pierwszy notowany szczegół z początku XVII stulecia informuje, że nieznany z imienia paulin, zapewne przy jakimś remoncie kościoła, lub po pożarze, przeniósł obraz z dużego ołtarza do miejscowego szpitala, a gdy i ten spłonął, obraz zdołano uratować i wniesiono go ponownie do kościoła. Był on bardzo zniszczony i dlatego w 1616 r. ktoś z członków konwentu, obsługujący parafię w Mąkoszynie, przewiózł go ze sobą do tamtejszego ubogiego kościoła. Z lakonicznego zapisu na okładce teologicznego dzieła wolno wnosić, że darczyńcą był sam o. Gołdonowski. Na terenie klasztoru brdowskiego dokonywano wówczas szeregu różnych modernizacji, panował zapewne nastrój budowlanego nieporządku, co było okazją przeniesienia obrazu w spokojne i bezpieczne miejsce. Po zakończeniu prac, na wiadomość, że obraz znajduje się w sąsiedniej parafii, reakcja ludności była natychmiastowa i jednoznaczna. Rewindykacją zajął się przeor Gołdonowski, który w 1635 r. odzyskał wizerunek, polecił go odrestaurować i umieścić w ołtarzu kościoła brdowskiego. Nie wiadomo kto dokonał konserwacji, choć można przyjąć, że był to ktoś z kręgu jasnogórskich malarzy, których przebywało w tym czasie co najmniej trzech.

Wolno przypuszczać, że w ręce artysty dostał się obraz, który przedstawiał stan dużego zniszczenia. Był spękany na spojeniach desek, a szczególnie w narożnikach było wiele zadrapań i ubytków, które nie dawały już jasnego wyobrażenia układu twarzy, rąk, nóg i szat. Z całą pewnością zniszczenia były wyjątkowo duże w partii dolnej obrazu, szczególnie na wysokości prawej nóżki Jezusa, co wykazały zdjęcia rentgenowskie. Z tego też względu artysta miał duży kłopot z jej odtworzeniem, której nie usiłować jednak kopiować zgodnie z ówczesnymi kanonami z innych wzorów graficznych, lecz po prostu zakrył ją dłuższą szatą. Szczegół ten ukazał się dopiero ostatnio, poświadczając o pewnej nieporadności artysty lub też o swobodnej jego ingerencji, przez którą nie tylko odmłodził twarz Madonny, ale i zmodernizował kilka szczegółów uchwytnych przy szczegółowej analizie.

Z okresu tej restauracji zachowała się na odwrocie obrazu nieczytelna już inskrypcja o. Gołdonowskiego, podająca ogólne dane o jego historii. W tym czasie zapewne wykonano dla obrazu nową koronę. O niej, jak i o wotach, informuje urzędowo przeprowadzona w 1637 roku inkwizycja w obecności o. Dominika Krasuskiego, dominikanina z Płocka, bawiącego w Brdowie z okazji instalacji Bractwa Różańcowego i Szkaplerza Świętego. Dokument inkwizycji ingrosowano w aktach miejskich, akcentując najpierw powszechne zainteresowanie obra­zem okolicznej ludności i poświadczając tym samym żywy wobec niego kult. Godny uwagi jest fakt, że ożywieniem kultu zajął się przede wszystkim sam o. Gołdonowski. Opracował, jak już wspomniano, dzieje obrazu i jego kult, zaznaczając, że jest szczególnym jego czcicielem i niewolnikiem Najświętszej Panny. Z odkrywanych ostatnio różnych źródeł wiadomo, że on również w odrębnym piśmie, datowanym l stycznia 1642 r. polecił ówczesnemu następcy na stanowisku przeora, o. Dionizemu Klękowskiemu, aby zbudował kaplicę, odpowiednio ją wyposażył i umieścił w niej odrestaurowany wizerunek Matki Bożej.

Ożywienie kultu spotkało się z powszechną aprobatą, przede wszystkim ze strony ks. Sebastiana Grotkowskiego, oficjała generalnego włocławskiego, wizytatorów zakonu: o. Marcina Gruszkowicza, Leonarda Rembowskiego, opata pelplińskiego a także Macieja Łubieńskiego, biskupa włocławskiego, który z radością pogratulował poczynionych przeobrażeń.

Dzięki zaistniałym zmianom popularność obrazu wzrastała zarówno w kraju, jak też poza jego granicami. Pojawiły się o nim pierwsze wzmianki w literaturze paulińskiej oraz w ogólnokościelnej. Mamy o nim krótką relację historyka niemieckiego Henryka Scherera w jego atlasie maryjnym wydanym w Monachium w 1702 r., w którym zaszeregował go do znakomitych pomników kultury przeszłości na świecie. W późniejszych latach, opisów i różnych wzmianek, zwłaszcza z terenu diecezji włocławskiej, spotykamy więcej. Wśród nich jedno z naj­lepszych studiów z 1907 r. zawdzięczamy ks. Alojzemu Friedrichowi.

Omawiany wizerunek przechodził od najdawniejszych swych dziejów wiele różnorakich kolei losu. Był co najmniej dwa razy okradany, wynoszony z płonącego kościoła i sytuowany raz w wielkim ołtarzu, kiedy indziej w osobnej kaplicy. Doznał wielu ewidentnych szkód, które spowodowały nieusuwalne już zniszczenia w samym podobraziu. Wizerunek był także kilka razy restaurowany, m.in., jak wspomniano, w połowie XVII, a także, być może w 2-ej połowie XVIII stulecia, w 1956 i ostatnio w latach 1979-81, 1983-86 i 1996-1998.

Kto wykonywał dwie pierwsze konserwacje, nie wiadomo. Natomiast drugą w 1956 r. wykonał w Toruniu artysta malarz Lech Muszytowski, na poziomie bardziej niż złym. Artysta, wprawdzie protegowany był przez dobrych znawców sztuki, nie zadbał jednak o właściwą konserwację, a także i o sporządzenie dokumentacji z przeprowadzonych prac. To co wykonał nie mogło okazać się długotrwałe. Przemalował wiele elementów na szatach i w narożach górnej partii obrazu, uzupełnił ubytki bardzo nędznymi podkładami gipsu i brązu w kolorze złotym. Zniszczył niestety cenny napis o. Gołdonowskiego na odwrocie przez wyjęcie dawnych złączy, kliników i płótna, utrzymujących poszczególne deski.

Konserwacja ta nie przetrwała w dobrym stanie zbyt długo. Osobiste oględziny obrazu w dniu 18 sierpnia 1977 r. wykazały niepokojący stan licznych złuszczeń warstwy malarskiej i ubytków w miejscach poprzednich zabiegów konserwatorskich.

Jesienią 1979 r. bardzo zasłużony dla kościoła brdowskiego, przeor Bronisław Matyszczyk, przekazał obraz do konserwacji artystce malarce Annie Torwirt w Toruniu. Podczas zabiegów konserwatorskich stwierdziła ona liczne pęcherze na całej powierzchni obrazu, szczególnie w partii tła. Ponadto podobrazie zaatakowane było przez kołatki, liczne miejsca w obrazie zdradzały niefortunne przemalowania i zacięcia ostrym narzędziem na szatach Matki Bożej, dokonane prawdopodobnie podczas poprzedniej restauracji. Konserwatorka stwierdziła nadto trzy rodzaje klejów, świadczących o tylu zapewne konserwacjach. I tak, jedna z pierwszych konserwacji wprowadziła dość istotne innowacje w kompozycji. Zostało podwyższone prawe ramię Matki Bożej i szaty, które zachodzą na złote tło i nimby. Obraz połączono wówczas nowymi klejami i kitem oraz klinami od tyłu, przy czym nie udało się konserwatorowi spasować dwóch desek na wysokości prawego oka Madonny, z czego pozostał maleńki uskok, widoczny do ostatniego zabrudzenia i częściowego rozmycia warstwy malarskiej w czasie pożaru w noc andrzejkową 1983 r.

Prace konserwatorskie z lat 1983-1986 prowadzone przez Annę Torwirt objęły podklejenie pęcherzy, dezynsekcję i dezynfekcję, usunięcie przemalowań którejś z ostatnich konserwacji i kitów, rekonstrukcję ornamentów w partiach ubytków i wreszcie wykonanie ramy uniemo­żliwiającej paczenie się podobrazia. Zastosowano także nowy system oddzielenia sukienki od obrazu wraz z mosiężnymi zawieszeniami w ołtarzu, co dało pewien dostęp powietrza i eliminowało ewentualne zawilgocenie.

W czasie pożaru ołtarza głównego w 1983 r., cudowny obraz choć szczęśliwie ocalał, to jednak był w tragicznym stanie. W celu jego ratunku generał zakonu, o. Józef S. Płatek, nieco pośpiesznie, zlecił ponowną konserwację wspomnianej wyżej Annie Torwirt. Zabezpieczyła ona cały wizerunek przed dalszymi ewentualnymi skutkami w nadziei podjęcia prac w przyszłości. Ponieważ zabezpieczenia te nie dawały obrazowi odpowiedniej czytelności wymaganej do kultu, po 13 latach od powyższej konserwacji, zlecono jego restaurację profesor Marii Roznerskiej w Toruniu. Obraz poddała ona gruntownym badaniom rentgenowskim, a także w świetle podczerwieni, badaniom w świetle ultrafioletowym oraz żmudnym odkrywkom w stopionej warstwie malarskiej i późniejszych przemalowań. Dzięki tym pracom, wyłonił się spod spalonej i częściowo zwęglonej powierzchni pierwotny wizerunek z niektórymi detalami próbnych lub zamalowanych później ujęć postaci. Podczas powolnych ale szczegółowych odwarstwień przebijał na zewnątrz piętnastowieczny wizerunek z licznymi chyba siedemnastowiecznymi uzupełnieniami i dużymi spojeniami, które poświadczały o bardzo starym podobraziu. Oglądała te zmiany zbierająca się kilka razy Komisja historyków sztuki, konserwatorów zabytków i władz kościelnych, by podjąć decyzję, czy zachować obiekt w stanie, który uszkodził pożar, czy też przywrócić mu pierwotne rysy, najbliższe pierwowzorowi. Zwyciężyła na szczęście opinia druga, w której zgodzono się na zachowanie tych cech świętego wizerunku, które mogą wprawdzie budzić niechęć wiernych, ale oddawać będą jego bogatą historię. Odnosiło się to szczególnie do ciemniejszego i bardziej surowego lica Matki Bożej, które na domiar wszystkiego przecięte zostało znaczącą szramą powstałą ze spaczenia desek, widoczną również na prawej dłoni.

Ostatecznie po długich i wnikliwych analizach pierwotnego zarysu oraz prawdopodobnych szkicach pierwszego autora dzieła – obraz Pani Zwycięskiej z Brdowa uzyskał cechy niewiele różniące go od czasu sprzed pożaru. Ciemniejsze lico Najświętszej Panny dodaje mu większej autentyczności i powagi godnej piętnastowiecznego wizerunku, a spękania i uzupełnienia ubytków potwierdzają jego długie koleje losu, które przechodził, zawsze ostatecznie zwycięsko, choć „poraniony” i wyciągany z niszczącego zęba czasu lub ognia.

Historia Brdowa

Historia Brdowa
Przed elekcją miasta. Elekcja konwentu paulinów w Brdowie. Brdów malowniczo położony nad wysokim wschodnim brzegiem Jezio­ra Brdowskiego jak dotychczas nie doczekał się badań archeologicznych, bez których nie można wyjaśnić kwestii rodowodu tej miejscowości. Znana jest pierwsza pisana informacja o Brdowie zawarta w papieskiej bulli Innocentego II do arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba, z roku 1136. W dokumencie polskim z 1266 r. występuje „Albertus de Brdowo”, Albert z Brdowa, jako kapelan dworu Kazimierza łęczyckiego i kujawskiego. Niektórzy badacze przeszłości, np. Michał Rawita-Witanowski, chcą wi­dzieć istnienie zamku warownego w Brdowie i to nawet połączonego przejściem pod jeziorem z majątkiem Radoszewice. A tu z kolei miał znajdować się pałac biskupi, po którym pozostała „stara piwnica, przeszłością swą sięgająca prawdopodobnie XIV-XV wieku”. Za pewną należy uznać datę – rok 1399 związany z istnieniem Brdowa, jako osady będącej miejscem kościoła już parafialnego zarządzanego przez plebana Jakuba. Można domniemać, że już wcześniej była tu zamieszkała osada posiadająca własny kościół-kaplicę.

Za przełomowe wydarzenie dla Brdowa, należy bez wątpienia uznać erygowanie tutaj klasztoru zakonu ojców paulinów. Dawcą aktu erekcyjnego jest król Władysław III (1434-1444), zwany Warneńczykiem. Dokument wystawio­ny został w Krakowie „w sobotę po oktawie Bożego Ciała” dnia 16 czerwca 1436 roku. Utrzymuje się tradycja, że inicjatorem tej decyzji był sam Władysław Jagiełło, zmarły l VI 1434 r. Rzeczony dokument królewski nie tylko erygował konwent paulinów w Brdowie, ale także dawał im w admi­nistrację dotychczasową parafię brdowską i wynikające stąd uprawnienia i obowiązki kolatorskie. Była to pewna nowość w funkcjach zakonu, gdyż w zasadzie zarząd parafii należał do duchowieństwa diecezjalnego. Widocznie zaistniały ważne powody, dla których ówczesny biskup kujawsko-pomorski Władysław Oporowski (1434-1449) wyraził zgodę (17 VIII 1437r.) na zainstalowanie się zakonników i przekazanie im zarządu parafii.

Uposażenie konwentu paulinów w Brdowie stanowiło dotychczasowe beneficjum inventarii parafii: dochód i dziesięciny ze wsi – Brdów, Trzebuchów, Polonisz, Radoszewice, Wiecinin, Świętosławice, Długie, Dłuska Wola, Psary z jeziorem i pustkami zwanymi Lelewkowo, także część wsi Długa, należącej wówczas do dziedzica w Śmielniku. Natomiast niewielki był własny majątek konwentu, a wcześniej parafii. Składały się na to dobra obok jeziora Psarskiego wraz z przyległym jeziorem.

Pierwszym przeorem domu zakonnego paulinów w Brdowie ma być ojciec Mikołaj. Według tradycji Władysław Warneńczyk miał przekazać świątyni brdowskiej obraz Najświętszej Maryi Panny, a w przejeździe na Węgry zatwierdził posiadłości klasztoru przywilejem, datowanym w Kra­kowie „w sobotę po przewodniej niedzieli 1439 roku”.

Parafia i konwent paulinów w Brdowie do 1870r.

Mija blisko 600 lat na wskroś wszechstronnej i chwalebnej działalności zakonu paulinów na pożytek mieszkańców Brdowa i wszystkich czcicieli cudownego obrazu Matki Bożej Zwycięskiej Brdowskiej znajdującego się w głównym ołtarzu kościoła brdowskiego. Konwent od początku sprowa­dzenia się do Brdowa wypełniał rolę administratora parafii Brdów. Stosunkowe niewielkie uposażenie klasztoru i parafii w następnych latach zostało znacznie powiększone. Było to wynikiem prywatnych zapisów dokonywa­nych przez obywateli miasta Brdowa i innych darczyńców i dobrodziejów.

W końcowym okresie Rzeczypospolitej szlacheckiej, przed drugim roz­biorem, paulini posiadali 5 folwarków (Psary, Bodzanów koło Radziejowa, Grochowiska koło Izbicy, Świętosławice, Wierzbie koło Radziejowa) oraz ziemie rolne różnej powierzchni w kilku wsiach.

Obszar parafii brdowskiej w XV w. obejmował oprócz miasta Brdowa także 7 wsi: Trzebuchów, Polonisz, Radoszewice, Wiecinin, Świętosławice, Długie i Dłuska Wola. Zasięg parafii w ciągu wieków uległ pewnym zmianom. W 1850 r. do parafii brdowskiej należały miejscowości: miasto Brdów, prywatne dobra Raczyńskich: miasto Babiak, folwark Trzebuchów, wsie Żurawieniec i Olszak, kolonia Stefanowo; wsie rządowe: Świętosławice, Gaj Stolarski, Psary, kolonia Bugaj i osada leśna Bugaj; wsie prywatne – należące do Adama Goltza: Polonisz, Budy Poloniszki z koloniami, Radoszewice, Wiecinin, osady Grabowiec i Łysa Górka.

Nie jest znana szczegółowa statystyka dotycząca ilości parafian brdowskich. W 1791 r. parafia liczyła 863 „dusz katolickich”, w 1801r. – 1300 mieszkańców (liczba katolików nie jest znana), w 1809 r. – 897 katolików oraz 564 osoby innych wyznań, ale w roku 1858 widoczny jest wyraźny wzrost liczby parafian, gdyż wynosił 2019 dusz. W parafii obchodzonych było 7 odpustów (2 II, 25 III, 23 IV, 2 VII, 15 VIII, 8 IX i 8 XII); funkcjonowały 3 bractwa: Różańcowe, Anioła Stróża, św. Pawła Pustelni­ka.

Cmentarz parafialny

Zgodnie z tradycją i praktyką, najbliższy teren przy kościele aż do końca XVIII wieku stanowił miejsce pochówku. Najstarsza część dawnego cmen­tarza ma znajdować się na północnej części zbocza przyklasztomego. Od 1790r. teren cmentarza grzebalnego był już ogrodzony, posiadał kostnicę i figurę św. Jana Nepomucena. Znakomitsi parafianie chowani byli w pod­ziemiach świątyni, czego również zaniechano z końcem XVIII stulecia. Zakaz pochówków na cmentarzach przykościelnych i w podziemiach świą­tyń wprowadziły władze pruskie ze względów sanitarnych. Nowy cmentarz usytuowany został poza granicami miasta, przy drodze do Koła. W 1843 r. wystawiono okazały krzyż dębowy oraz wyznaczono „wchodząc na cmentarz po prawej stronie miejsca mają lutrzy – ewangelicy, a od strony zachodniej dla wyznania grecko – katolickiego”. Z zachowanych pomników grobowych z okresu sprzed 1870 r., znajdują się: ks. Tomaszewskiego, kamienny grobowiec Agnieszki Kwasiborskiej (żony Antoniego, burmistrza brdowskiego), Marty Sadowskiej, groby Po­wstańców 1863 roku.

Konwent paulinów w służbie Boga oraz mieszkańców Brdowa i okolicy

Już prawdopodobnie nie znajdziemy wyjaśnienia, co było główną siłą sprawczą, że pustelniczy zakon paulinów wybrany został, zapewne przez Władysława Jagiełłę, dla prowadzenia parafii brdowskiej. Był to pierwszy dom zakonny, który znalazł się na Ziemi Kolskiej. W trzydzieści lat później, w 1466 r. starosta kolski Jan Hińcza z Rogowa herbu Działosza, sprowadził zakon bernardynów do Koła, miasta królewskiego, lokowanego przez Ka­zimierza Wielkiego w 1362 roku. Fundacja paulińska w Brdowie była czwartą w Polsce po Jasnej Górze w Częstochowie (1382), klasztorze Mchowskim koło Głogówka (1388) i w tymże roku konwentu wieluńskiego, a drugą po Beszowej (1421), w której objęli także paulini administrację dotychczasowej parafii.

Prowadzenie przez konwent parafii wymagało bezpośrednich kontaktów z miejscową społecznością. Jednocześnie nie mogło to uczynić uszczerbku dla reguły zakonnej. Program paulinów, zakonu uformowanego w oparciu o uniwersalną regułę św. Augustyna z drobnych grup eremickich na Wę­grzech, łączył dwa różne elementy – eremityzm i wspólnotę kanoniczną. Wspólnoty były formą sprawdzoną w działaniu i aprobowaną, a tak niezbęd­ną w życiu parafii. Paulini dodatkowo kładli nacisk na modły chóralne w kościele, co upodobniło ich w pewnym stopniu do misjonarzy, cieszących się wtedy popularnością.

Z perspektywy ponad pięciu wieków, można jednoznacznie stwierdzić, że brdowski dom zakonny paulinów, swoją misję duszpasterską i nauczy­cielską spełnił w pełni. Znawca problematyki, Jozafat Mozga, pisze: „Życie domowe paulinów układało się zgodnie z ówczesnymi przepisami, kiero­wane przez przełożonego domu i radę.” Z biegiem lat wszyscy zakonnicy pracowali wśród i dla parafian. Prowadzili akta kancelaryjne i stanu cywil­nego. „Klasztorem rządził przeor obierany najpierw na jeden rok, potem na trzy lata. Obsługą kościoła zajmował się kustosz zakrystii, kaznodzieja świąteczny i zwyczajny, promotor bractw i spowiednik.”

Znaczący kryzys wewnętrzny przeżywał konwent w połowie XVI w., w dobie reformacji, co tyczyło się i innych zakonów. Zachodzi przypuszczenie, że w końcu lat 70-tych XVI stulecia w Brdowie nie było żadnego paulina, ale już w r. 1584 było ich dwóch, później trzech „żyjących w zgodzie, troszczących się o restaurację budynków oraz o odzyskanie stanu materialnego sprzed laty.” Brdowski dom pauliński uchodził za surowy. Do niego w niektórych okresach zsyłano licznych braci i ojców w charakterze rekluzów, by tutaj odbyli ćwiczenia duchowe, a pod kierunkiem surowych przeorów wracali do życia.

Do zasłużonych paulinów przebywających w konwencie brdowskim, należy zaliczyć ojca Andrzeja Gołdonowskiego, autora kilku dzieł ascety­cznych, m.in. studium „O stanie wdowiej” (1635). Ojciec Dionizy Klękowski znany kopista, będąc w Brdowie skopiował „wiele współczesnych sobie akt i korespondencji do dziejów regionu i samego klasztoru; konty­nuował nadto starania o odzyskanie przywilejów kościoła. Ojciec Gottwald opracował na przeoracie brdowskim wiele prac ascetycznych, wśród nich rekolekcje dla kleru diecezji włocławskiej (1778), a w potrzebach leczył ludzi metodami wodnymi i postnymi.”

Historyczną zasługą paulinów na Ziemi Kolskiej jest ich wkład eduka­cyjny dla miejscowej ludności, rozumiany szeroko jako przez tak długi okres prowadzone nauczanie szkolne, jako i działalność kaznodziejska. Oni byli pierwszymi stróżami sanktuarium matki Bożej Zwycięskiej Brdowskiej, krzewicielami Jej kultu, budowniczymi pięknej i okazałej świątyni. „Nauczyciel pauliński wdrażał chłopcom (dziewcząt do szkoły w ogóle nie przyjmowano) miłość chrześcijańską i bojaźń Bożą, podstawy gramaty­ki, posługiwanie się pismem, znajomość katechizmu w języku polskim i śpiewu”.

„Szkoła brdowska, choć okryta mgłą tajemnicy, wydała co najmniej kilku adeptów, którzy przekroczyli próg innych akademii” . Do takich adeptów należał Wawrzyniec syn Jana z Trzebuchowa, immatrykulujący się na Akademii Krakowskiej w 1530 r. Takim mógł być Jan Swiderski, późniejszy medyk, który na Akademii Krakowskiej studiował w latach 1784-1790, przybywszy do Krakowa z innymi adeptami z terenu Izbicy i Brześcia Kujawskiego.

Wiele wysiłku paulini wkładali w podnoszenie poziomu duszpasterstwa. Temu służyły m.in. różne korporacje kościelne. Do nich należało Bractwo Aniołów Stróżów erygowano 3 VII 1628 r. Członkowie bractwa otrzymy­wali szereg przywilejów i odpustów; wypełniali różne czynności samary­tańskie, jak: nawiedzanie chorych, zakładanie przytułków. Zasługą bractwa było krzewienie kultu Maryjnego.

Innymi bractwami działającymi przy parafii i konwencie były: Bractwo Różańca i Szkaplerza Świętego (erygowano 211637), Bractwo Miłosierdzia (erygowano 28 11707), Bractwo Trzeźwości (erygowano 28 11787).

Zachowana dokumentacja świadczy, że działalność misyjną i kazno­dziejską paulini brdowscy prowadzili już od końca XVI w. Często zastępo­wali duchownych diecezjalnych w ich obowiązkach duszpasterskich. Nierzadko pełnili rolę administratorów i proboszczów w parafiach: Modzerowo, Mą­koszyn, Lubotyń.

W konwencie brdowskim od dawna istniała zasobna biblioteka, licząca przed pożarem w końcu XVIII w. ponad 500 dzieł. Kres zbiorom położyła kasacja konwentu w 1819 r.

Zachowane najwartościowsze dzieła w liczbie 411 zostały zabrane do Biblioteki Głównej w Warszawie. W 1850 r. w bib­liotece kościelnej znajdowało się księgi pisane: „Acta Conyentus Brodoviensis”, „Acta fundiationis Eulesiae Brodoviensis”, dwa tomy Biblii Jakuba Wujka (polsko-łacińska); „księgi o różnych materyach, oprawne obejmujące stan kościoła i funkcje jego, oprawne zapisanych oblig, bractw św. św. Aniołów Stróżów, ponadto dzienniki urzędowe gubernialne”.

Szpital parafialny

Według J. Mozgi – szpital parafialny „założony został w 1584 r. poniżej ogrodu klasztornego nad jeziorem, przez dziedzica Stadnickiego wraz z uposażeniem dwóch łanów ziemi w dobrach królewskich Brdowa”. Nigdy nie spełniał funkcji szpitala w dzisiejszym rozumieniu. Był to raczej tylko przytułek dla starców i kalek, podobnych do tych, jakie pełniły szpitale w innych miastach, istniejące przy kościołach pod wezwaniem św. Ducha (taki szpital – dom dla starców i kalek istniał przy kościele św. Ducha w Kole, od początków XV do lat 20-tych XIX w. i w Dąbiu z fundacji Celestyna Dunina). Szpital ten ciągle borykał się z trudnościami finansowymi, po prostu zawsze było więcej chętnych do korzystania z pomocy i opieki, niż posiadano na ten cel środków. W 1748 r. spłonął pierwotny budynek szpitala. Przez kilkanaście lat nie było w Brdowie w ogóle tego schronienia. Doszło do sporu między parafią a miastem o wielkość i położenie gruntów i placów przynależnych niegdyś do szpitala.

Dopiero w latach 1783-1785 o. Cyryl Żemicki – przeor brdowski podjął starania o wzniesienie nowego budynku szpitalnego. Pobudowano dom 3-izbowy z jedną komorą, w którym zaraz też zamieszkało pięciu ubogich. Zakończenie istnienia tej placówki zakończyło się podczas pożaru w 1796 r. Kolejny nowy budynek szpitalny pobudowano w 1801 r., w którym starcy i kalecy znaleźli schronienie. Nie trwało to jednak długo, gdyż według stanu w 1850 r., w lustracji rządowej jest informacja, że w mieście Brdowie znajduje się szpital murowany, „którego na teraz połowa dla burmistrza jest wypuszczona, w drugiej zaś połowie powinni ubodzy być ulokowani, a mieszkają w browarze, a tu stancja dla nich w najgorszym znajduje się stanie; ubogich teraz jest trzech, którzy pobierają pensję etatem oznaczo­ną”.

Trudno jest ustalić, co stało się z gruntami rolnymi, ogrodami i placami należącymi do szpitala parafialnego; kiedy i na jakiej podstawie prawnej zostały przejęte, podzielone, sprzedane, dane (?) jako działki budowlane.

Kasty i powroty paulinów do Brdowa

Likwidacja Państwa Polskiego pociągnęła za sobą znaczne zmiany w sy­tuacji Kościoła Katolickiego. Zawarta między zaborcami Rosją, Austrią i Prusami konwencja petersburska (26 11797) eliminowała na płaszczyźnie kościelnej wszelkiego rodzaju związki i kontakty między poszczególnymi ziemiami. Przerwane zostały kontakty duchowieństwa z Rzymem. Za­mknięta została z inicjatywy Prus nuncjatura w Warszawie (15 II 1796). Dokonano sekularyzacji dóbr kościelnych, wpierw pod zaborem pruskim (1772 i 1796), a etapami w cesarstwie rosyjskim (1772-1796 i 1842/43). W Królestwie Polskim w 1819 r. za zgodą Rzymu doszło do likwidacji części klasztorów. Dokonania te łączyły się i programami germanizacji i rusyfikacji ziem polskich. Jedynie proboszczom pozostawiono niewielką własność ziemską. W posiadanie rządowe przeszły tak dobra biskupów włocławskich w Lubotyniu, jak i konwentu paulinów w Brdowie, a nawet folwark proboszczowski lubotyński.

Głosząc hasła „reformy zakonów” zaborcy dążyli do ich likwidacji. Mocą papieskiej bulli „Ex imposita nobis a Deo” Piusa VII z 30 VI 1818 r., skasowano w Królestwie Polskim 47 klasztory i opactwa, w tym 7 paulińskich. Istotnym jest, że co prawda „klasztor księży paulinów w Brdowie supprymowany wprawdzie został lecz prawo posiadania beneficjum i ius Patronatus Zgromadzeniu nie zdjęto, bo o tem rzeczona Bulla żadnej nie czyni wzmianki”. Również arcybiskup Malczewski Delegat Apostolski wydając dekret suppresyjny w r. 1819 „zniósł tylko klasztor księży paulinów w Brdowie, ale Zgromadzenia nie wyzuł z prawa posiadania inkorporowanego sobie probostwa”.

Dnia 27 VI 1819 r. odbyło się oficjalne przejęcie majątku konwentu brdowskiego i wyrugowanie paulinów. Przeciwko tej decyzji wystąpił ofi­cjalnie burmistrz i ławnicy miasta Brdowa. W złożonej do władz woje­wódzkich petycji stwierdzono, iż: „ks. proboszcz o. Czechowicz nie żyje dla siebie, ale dla ozdoby swego klasztoru i kościoła, do powiększania Chwały Bożej i zaszczytu swego zakonu. Życzymy sobie i prosimy Boga, aby go raczył w tym miejscu (Brdowie) utrzymać”. Ojciec Czechowicz pozostał do końca swego życia w Brdowie, pełniąc obowiązki proboszcza (do 1827 r.) wraz z kaznodzieją o. Kazimierzem Życińskim.

Od 1827 roku rządy nad parafią brdowską przeszły do duchowieństwa diecezjalnego. Bkp kujawsko-kaliski Józef Koźmin zamianował administrato­rem brdowskim wikariusza z Izbicy Kujawskiej ks. Andrzeja Zyndę (od czerwca do końca 1827 r.). Proboszczem brdowskim od początku r. 1828 został ks. Jan Gustaw (do swojej śmierci, tj.13 VI 1841 r.), kolejnym proboszczem został ks. Jan Jacek Tomaszewski (1841-1859), zatrzymując dotychczasową komendę w Dębach Szlacheckich, gdzie zamieszkiwał od 1846 r. Był doskonałym duszpasterzem i wychowawcą przyszłych kapła­nów, mniej zajmował się sprawami ekonomicznymi parafii; pod jego rząda­mi doszło do dużych zaniedbań i upadku w stanie zabudowań gospodarczych klasztoru. Przeprowadził jednak odnowienie polichromii w świątyni, w czym dużą zasługę położył wikariusz ks. Wojciech Roźniewski.

Z dokumentu biskupa włocławskiego Michała Jana Marszewskiego (l856-1867), datowanego 12 XII 1859 r. jednoznacznie wynika, że konwent paulinów „pragnąc powrócić do swoich praw, jakie mu do beneficjum w mieście Brdowie w 1436 i 1437 nadane, a w późniejszym czasie przez nikogo prawnie odebrane nie zostało(…) przeto my postępując zgodnie wedle zasad sprawiedliwości słusznemu żądaniu Zgromadzenia Księży Paulinów zadość uczynić postanowiliśmy, jakoż po śmierci ostatniego proboszcza w Brdowie ks. Jana Tomaszewskiego – wakujący kościół w Brdowie wraz z probostwem tymże Księżom Paulinom w zarząd i posiada­nie na wieczne czasy powierzamy, oddajemy i zwracamy mocą niniejszego wyroku.” Bkp włocławski zastrzegał jedynie, „aby Księża Paulini zdolnych kapłanów, z pracami i obowiązkami parafialnymi dobrze obeznanych, a przez Władzę Diecezjalną aprobowanych przy kościele parafialnym w Brdowie zawsze utrzymywali.”

Ponowne wprowadzenie konwentu paulinów do Brdowa nastąpiło z końcem r. 1869, w asyście proboszcza lubotyńskiego ks. W. Konickiego. Tym razem pierwszymi paulinami byli ojcowie: Wawrzyniec Kubaczek i Stefan Ferencowicz, a od końca 1860 r. o. Klemens Ciężkowski. W okresie narastającego przebudzenia patriotycznego Polaków, poprzedzającego wy­buch, a z kolei przebieg powstania styczniowego – to czas, w którym szczególną rolę odegrało duchowieństwo katolickie, w tym zakonne przede wszystkim. Tak było na terenie całego Królestwa Polskiego, tak było w mie­ście Kole i w mieście Brdowie. W Kole – bernardyni, a w Brdowie – paulini, bardzo odważnie i jednoznacznie opowiedzieli się po stronie powstańców. Zrozumiałym staje się kolejny akt kasacji dla konwentu brdowskiego. To też było aktem represyjnym ze strony władz carskich wobec mieszczan brdowskich za ich postawę wobec partii powstańczych operujących na terenie przyszłej gminy lubotyńskiej.

Usunięcie paulinów z klasztoru z końcem 1864r. było raczej formalne. Proboszczem nadal pozostał o. Kubaczek (do kwietnia 186 r.). Jeszcze przez krótki czas obowiązki proboszcza pełnić będzie o. G. Sismilch. On to dopiero zamyka tę drugą kastę konwentu paulinów w Brdowie, ale jak się okaże ostatnią. Parafia brdowska znowu przeszła w ręce księży diece­zjalnych, proboszczem został ks. Paweł Pierczyński, przybyły z probostwa kolskiego.


Ozdoby cudownego obrazu

Ozdoby obrazu Matki Boskiej
Ozdoby cudownego obrazu

Istniejące źródła pozwalają zakładać, że pierwszymi ozdobami, jakie znalazły się na obrazie były pojedyncze wota, przyczepiane bezpośrednio do deski. Inkwizycja z roku 1637 wyjaśnia, że wśród wotów były na skroniach Madonny i Dzieciątka dwie srebrne korony, ponadto 12 pierścionków, 3 wota w kształcie nóżek i rączek, 2 pary srebrnych okularów, różne ta­bliczki, ponad 150 sznurów korali, pereł itp. Z biegiem lat przybyło ich zapewne więcej, co stało się okazją dokonania rabunku przez żołnierzy szwedzkich w dniu 23 sierpnia 1655 r. I jakkolwiek od rabunku odstraszyło ich niespodziewane bicie dzwonu kościelnego, na głos którego jedni zeskoczyli z ołtarza, a inni z niego pospa­dali, to jednak z biegiem lat wota padły łupem kradzie­ży lub przymusowej rekwizycji na rzecz skarbu państwa.

W XVII i XVIII stuleciu podejmowano co najmniej dwukrotnie wysiłki o ozdobienie obrazu nowymi diade­mami. W 1677 r. okryto wizerunek kosztowną blachą z fundacji anonimowej kasztelanki łęczyckiej. Ta bla­szana sukienka nie odznaczała się zapewne większym artyzmem, skoro w roku 1708 konwent zamówił nową za cenę 23 grzywien i oddał na nią 163 wota i 48 kamieni. W roku 1726 dokonano kradzieży wotów na obrazie i skrzynki z jałmużnami. Skrzynkę z ofiarami odnalezio­no. wotów natomiast, jak się zdaje, nie odzyskano i nie wiemy też, co przy tej okazji padło ofiarą zniszczenia. W roku 1800 Aleksander Daniszewski zamówił w Gdańsku sukienkę srebrną, której nie opisały jednak żadne katalogi, wobec czego można wątpić czy została kiedykolwiek wykonana i czy ozdabiano nią obraz. Zachowane katalogi skarbca kościelnego informują, że w roku 1714 istniały dwie pierwsze sukienki. Dokładny ich opis świadczy o ich kunszcie i bogactwie, wobec czego wypada o nich pokrótce powiedzieć.

Sukienka pierwsza, będąca zapewne wspomnianym darem kasztelanki łęczyckiej z 1677 r., wykonana została ze srebra i ozdobiona złotymi wzorami kwiatów, nadto utkana 10 obrączkami i pierścionkami, 4 krzyżykami, 2 serduszkami, 5 kolczykami i l medalem. Wraz z nią uży­wano starej korony zdobnej w szafiry i perły, pochodzą­cej prawdopodobnie z daru wojewody brzeskiego, Jana Opalińskiego.

Sukienka druga, z 1708 r., zachowana do dzisiaj, zo­stała wykonana ze srebrnej blachy i składa się na nią okrycie korpusu Madonny i Dzieciątka, odrębnych insy­gniów królewskich: koron, berła i jabłka oraz górne tablice, sygnowane puncami „T”, „KB” vel „ICB”, co według sugestii Tadeusza Chrzanowskiego wskazuje na złotnika toruńskiego, Jana Christiana Bröllmanna. Całość, jakkolwiek zdaje się być dziełem jednego mis­trza, zdradza jednak pewne różnice między złączonymi elementami, pozwalając przypuszczać, że w obecnej kompozycji zastosowano pewne stare elementy z dwóch różnych warsztatów. W wersji pierwotnej złotnik wmontował w nią liczne ozdoby, ponadto poza wspom­nianymi insygniami dodał 42 kamienie, 7 sygnetów i 4 krzyżyki, z których do dzisiaj pozostały zaledwie 3 pierścionki i 34 późniejsze wisiorki, kolczyki i 4 aniołki podtrzymujące korony.

W tym miejscu należy dodać, że opisana blacha jest jedyną najstarszą ozdobą na brdowskim wizerunku Madonny. Pozostałe bowiem, zarówno blachy, jak też korony, zasłony i wota zniszczył pożar w 1748 r. Obecne złocone korony o niezwykle lekkiej konstrukcji, wykonane zostały w XVIII w. Korona Dzieciątka posiada nie rozpoznaną puncę ze znakiem „R”. Obie korony ozdobione są kilkoma kamieniami o mniejszej wartości jubilerskiej. Do niedawna było ich znacznie więcej, lecz zostały oderwane, prawdopodobnie podczas kradzieży 1941 r.

Obecny zestaw sukienek i koron uzupełnia doskonale harmonizująca z nimi barokowa i złocona rama, ufundowana przez mieszkańców parafii oraz ich krewnych ze Stanów Zjednoczonych. Wykonała ją firma braci Łopieńskich w Warszawie w 1908 r.

Każdą z opisanych sukienek przymocowywano zwykle dużymi gwoźdźmi do deski obrazu, co odbiło się negatywnie na stanie jego zachowania, raz z powodu pokłucia obrazu, a po wtóre przez zawilgocenie i brak powietrza między warstwą malarską a blachami. Nic też dziwnego, że już w czasie ostatniej konserwacji obrazu w 1956 r. stwierdzono na nim poważne spękania i plamy. Wtedy też postarano się o odrębną instalację sukienek i obrazu, umożliwiającą wewnętrzny przepływ powietrza.


Kult Obrazu Matki Boskiej

Kult Obrazu Matki Boskiej
Zachowane przekazy historyczne z połowy XVII stulecia informują o rozwiniętym kulcie omawianego wizerunku. Poświadczają go zeznania wiernych o doznanych łaskach, liczne zapisy fundacyjne, pielgrzymki indywidualne i zbiorowe, nabożeństwa i inne formy pobożności. Przegląd ich można zreferować w następujących omówieniach problemowych.

Cuda i łaski
Istnienie Księgi Łask za przyczyną Matki Bożej Brdowskiej w dawnych wiekach nie ulega wątpliwości. W oparciu o nią można stwierdzić, że o. Gołdonowski pisał też historię kultu. Kapituła prowincjalna w 1706 r. poleciła spisywać miejscowemu spowiednikowi w jednej księdze lub na łamach kroniki wszelkie łaski i doznane dobrodziejstwa miłosierdzia Bożego. Nie była to decyzja nowa, bowiem na terenie Brdowa istniała co najmniej jedna księga o charakterze kroniki kultu Matki Bożej, a może nawet systematyczny rejestr cudów.

Oryginalne zestawy wszystkich łask nie dochowały się do naszych czasów, tak jak nie udało się odnaleźć ani jednego egzemplarza drukowanej historii obrazu pióra o. Gołdonowskiego. Ich brak nie pozwala ustalić pełnej liczby doznanych cudów lub drobnych podziękowań, a także zasięgu terytorialnego samego kultu. Pierwszym znanym zapisem szczególnego dobrodziejstwa Matki Bo­żej jest bliżej nieokreślone uzdrowienie kobiety w 1641 roku. Z następnym spotykamy się na łamach Connotatio miraculorum, którą zainicjował opis z 1663 r. o orę­downictwie Matki Bożej Brdowskiej nad bezbronnymi kobietami. Opis ten, wraz z dziesięcioma innymi, przepi­sał o. Benigny Theurer w 1806 r. z nieistniejących już kronik w Topolnie, otwierając nową księgę łask, którą kontynuował później wspomniany wyżej przeor, o. Albin Dworzański. Ale gdy i ta rozsypywała się, na jej podsta­wie ks. Jacek Tomaszewski w połowie ubiegłego stulecia skopiował dawne relacje, dzięki czemu uratował dla potomności prawie połowę nieznanych skądinąd zeznań. On też zapewne dysponował różnymi aktami, może na­wet oryginalnymi, zwłaszcza osiemnastowiecznym Liber Miraculorum Beatissimae Virginis Mariae in ecciesia Brdoviensi potwierdzonym przez wizytatorów prowincji i oficjalatu włocławskiego. Z tego też względu pełny zestaw łask możliwy jest do sporządzenia zarówno na podstawie wspomnianej księgi, jak również i luźnych zapisów na łamach kronik klasztoru w latach: 1742, 1745, 1762, 1775, 1785 i 1801.

Z okresu międzywojennego kilka szczegółów kultu zanotował w ogłoszeniach parafialnych ks. Wojciech Gniazdowski, miejscowy proboszcz w latach 1897-1912 a oficjalną Księgę Łask zaprowadził dopiero ks. Zygmunt Baliński, proboszcz w latach 1947-1952, wnosząc do niej 9 relacji z lat 1947-1951 oraz o. Innocenty Wietrzyk (+ 1981), duszpasterz miejscowy, rejestrując znów w odrębnej księdze 7 relacji z lat 1973-1975. Ostatnie rejestry kończą się na roku 1993. Na przestrzeni kilku lat od pożaru wdzięczność wiernych wyrażała się ofiarą różnorakich wotów, mniej natomiast opisem samych zdarzeń i tekstami podzięko­wań. Prawie wszystkie dotychczasowe zapisy łask pro­wadzone są dość różnorodnie. Najstarsze spisywane były w zasadzie przez zakrystianów, spowiedników lub kogoś z konwentu, bez podpisów strony zainteresowanej i świad­ków. Nowsze natomiast, spisane przez ks. Balińskiego, sporządzone zostały wraz z podpisami świadków i same­go proboszcza. Władza kościelna ograniczała swoją apro­batę do sprawdzania zapisów w kwestii formalnej. Udzie­lali jej głównie wizytatorzy zakonu w okresie przedroz­biorowym. Z aprobatą biskupa spotykamy się po raz pierwszy podczas wizytacji parafii w dniu 11 czerwca 1950 r., przeprowadzonej przez bpa Franciszka Korszyńskiego, a ostatni raz księgę łask przejrzał bp sufragan włocławski Czesław Lewandowski 10 września 1988 r.

Analiza omawianych zapisów na łamach wymienio­nych ksiąg łask pozwala w obecnym stanie badań okre­ślić, że wpisano do nich 43 różne relacje, w których przeważają głównie uzdrowienia uzyskane przed obra­zem Matki Bożej, względnie po modlitwie do Madonny Brdowskiej, następnie zeznania o Jej interwencji w czasie szalejących chorób zakaźnych, pożarów, bicia pioru­nów, a także podziękowania za szczęśliwy powrót z wojny japońskiej w 1905 r. i za ocalenie w okresie II wojny światowej. Liczbę powyższych zapisów można powiększyć zapisem 376 ofiarodawców, występujących w latach 1660-1672, 1929-1930, którzy w podzięce za różne dobrodziejstwa otrzymane od Matki Bożej przeka­zali do Jej ołtarza lub do brdowskiego kościoła przeróżne wota, szaty liturgiczne, materiały użytkowe a także odrębne zapisy mszalne i zwykłe ofiary, których paulini nie mogli używać na inne cele oprócz ozdoby kościoła.

Hojni ofiarodawcy troszczyli się o wzrost popular­ności sanktuarium, składając liczne zapisy pieniężne. Najhojniej wyraziła swoją miłość do Matki Bożej Anna Wydzierzewska-Kiełczewska, która oddała na rzecz rozwoju kultu maryjnego wójtostwo brdowskie w roku 1678. Konwent, prosząc prowincjała o aprobatę tej darowizny, argumentował prośbę chęcią włączenia za­równo wsi jak i wójtostwa do samego kościoła ku jego chwale i pożytkowi duchowemu wiernych.

Wśród dziękujących Matce Bożej powtarzały się nie­ustannie nazwiska okolicznej szlachty, natomiast relacje o otrzymanych łaskach dotyczą niemal wszystkich sta­nów. Występują zatem mieszczanie i chłopi, dziękujący m.in. za ochronę bydła od zarazy i oddalenie pożarów, za uzdrowienie ciała i ratunek od śmierci. Dobrze sytuowani dziedzice dziękował; przede wszystkim za uzdrowienie ciała i za uwolnienie od opętania złym duchem, duchowni zaś podobnie – za wyleczenie i za pomoc w przezwyciężaniu różnych trudności. Szeroki zasięg kultu zdaje się potwierdzać wykaz 99 osób z lat 1657-1664, które wywodziły się z rodzin szla­checkich i zajmowały poważne stanowiska państwowe. Są wśród nich wojewodowie, kasztelanowie, skarbnicy i pisarze płci obojga z okręgu Bydgoszczy, Brześcia Kujawskiego, Kłodawy, Koła, Kruszwicy, Łęczycy, Radziejowa, Szczucina, Wrzącej, a w później także z Warszawy.

Do wstawiennictwa Matki Bożej odwoływali się również paulini, m.in. gdy szalał w Brdowie pożar w 1761 roku, a w następnym roku zaraza zdziesiątkowała bydło w okolicy. Budującym przykładem ich ufności w interwencję Matki Bożej była modlitwa kilku członków konwentu w momencie, gdy płonął ich dom folwarczny w Psarach w 1745 r. Proszono Ją wówczas, by ogień nie przeniósł się na sąsiednie domy, a gdy istotnie szczęśli­wie doszło do wygaszenia pożaru, przypisywali to Jej szczególnej interwencji.

Pielgrzymki
Relacje historyczne potwierdzają, że niejedna wysłuchana modlitwa okolicznych wiernych kończyła się często pielgrzymką do sanktuarium brdowskiego. Również prośby zanoszone do Madonny Brdowskiej poprzedzało nieraz przybycie wiernych przed obraz Matki Bożej, gdzie zamawiali jedną lub kilka mszy św., uczestniczyli, specjalnym nabożeństwie, najczęściej w śpiewaniu litanii loretańskiej i w składaniu odpowiedniego wotum. Wysocy dygnitarze przyjmowani byli nierzadko w klasztorze, gdzie bawili nawet i kilka dni.

Wśród pielgrzymów bywali dość często i duchowni. Kroniki wymieniają m.in. prepozyta i administratora archidiecezji gnieźnieńskiej, Jana Różyckiego, który złożył tutaj srebrne wotum, bpa sufragana włocławskiego Stanisława Domaniewskiego, który po uzdrowieniu w 1667 roku ofiarował tablicę wraz z zeznaniem, bpa martyropolitańskiego opata trzemeszeńskiego Michała Kosmowskiego, darzącego to miejsce szczególnymi względami, dwóch kanoników – Zachariasiewicza z Gniezna i Kaniowskiego z Włocławka, bawiących w Brdowie w l796 r.

Pielgrzymki indywidualnych wiernych przeradzały się nieraz w masowe procesje. W ten sposób utworzyła się głośna swego czasu pielgrzymka z Kłodawy, zapocząt­kowana w 1773 r. po cudzie uzdrowienia córki Marcjanny i Józefa Nowińskich. W podzięce przyprowadzili oni liczną grupę wiernych z o. Józefem Bagińskim kanoni­kiem regularnym na czele. Wspólnie z przybyłymi świę­towano wówczas doroczny odpust Narodzenia Matki Bo­żej, podczas którego ponad 4000 wiernych przystąpiło do spowiedzi i komunii św., a ówczesny przeor Gottwald Olaf przyjął od uzdrowionej i rodziców publiczne zeznanie.

Podobny charakter miała pierwsza pielgrzymka z Izbicy, zainicjowana w 1852 r. w podzięce za uwolnienie od zarazy cholery, odbywana bez przerwy aż do dnia dzisiejszego w pierwszą środę po uroczystości Matki Bożej Różańcowej w październiku.

Inne pielgrzymki, znane i popularne jeszcze do II wojny światowej, przybywały w uroczystość Nawiedze­nia Matki Bożej lub Jej Narodzenia, kiedy obchodzono doroczne odpusty ku Jej czci. Jedną z wielu była piel­grzymka z Koła oraz, od niepamiętnych czasów, z Grzegorzewa, notowana jeszcze w 1907 r. i w 1939 r. Pielgrzymki wstrzymała II wojna światowa, a potem silne represje w okresie stalinowskim, kiedy nie wolno było ich urządzać, a nawet witać przybyłych grup. Dopiero w 1964 r. parafia izbicka otrzymała pozwolenie na oficjalną pielgrzymkę w dawnym stylu, jednak bez powitania na przedmieściu Brdowa. Z tej okazji prze­wodniczył nabożeństwu miejscowy ordynariusz bp Jan Zaremba. Obecnie pielgrzymka ta cieszy się dużą popularnością. Poza nią naśladują Izbiczan jedynie dzieci parafii modzerowskiej, które przez kilka ostatnich lat w dniu I komunii św. przybywają do kościoła brdowskiego, by złożyć Matce Bożej swoje ślubowanie.

Nabożeństwa mariańskie
Sława cudownego obrazu sięgała bodajże od niepa­miętnych czasów daleko poza krąg parafii brdowskiej. Fragmentaryczne relacje wizytatorów kurii włocławskiej poświadczają, że największą frekwencją cieszył się odpust w dniu Nawiedzenia Matki Bożej. Również od niepamiętnych czasów śpiewano przed obrazem Boguro­dzicę, podtrzymując zapewne pamięć o Wiktorii grun­waldzkiej, która miała nastąpić po mszy św. przed wize­runkiem naszej Zwycięskiej Pani. Zaprzestano jej śpiewu przed 1598 r., wobec czego wizytator polecił jej wzno­wienie, uzasadniając to polecenie tym, że do Brdowa przybywają wierni z odległych stron i składają dzięk­czynne wota. Uczestniczyli oni najczęściej w wotyw­nych nabożeństwach lub godzinach kanonicznych o Matce Bożej, odmawianych w niedziele i święta, po których odprawiano wotywę przy udziale miejscowych scholarów. W ogóle brdowskie nabożeństwa maryjne wzorowano na praktykach jasnogórskich i innych domów zakonu.

Jedną z takich praktyk było nabożeństwo zainicjowa­ne prawdopodobnie przez o. Gołdonowskiego. W okresie jego zarządzania kościołem i klasztorem zostały zawarte dwa układy między nim a Zofią i Jakubem Kiemymi oraz Dorotą i Wojciechem Babikami. Zakładały one przeka­zanie przez Gołdonowskiego łącznej sumy 80 zł, z której kontrahenci wypłacać mieli dwa razy do roku po 3 zł rektorowi albo bakałarzowi szkoły, zobowiązując go tym samym do śpiewu litanii o Matce Bożej przed cudownym obrazem w każdą sobotę i wigilię święta maryjnego. Do śpiewania litanii zobowiązano nadto chłopców ze szkoły, którzy oprócz litanii śpiewać mieli antyfonę Sub Tuum Praesidium. Układ przewidywał nawet swego rodzaju karę w wysokości 29 groszy w wypadku opuszczenia nabożeństwa. Dopuszczał również możliwość odstąpienia zapisu innym .

Przeor Gołdonowski dokonał jeszcze jednej transak­cji, mianowicie w 1651 r. sprzedał dom bracki mieszcza­nom Polińskim, zostawiając im sumę 15 zł, z której mieli wypłacać czynsz kantorowej za dzwonienie w każdą sobotę na litanię do Matki Bożej.

Akta powyższe są dość wymownymi dowodami obrazującymi w jakim kierunku starał się konwent roz­budować zewnętrzne formy kultu. Lapidarne na ogół re­lacje dowodzą żywego zainteresowania kultem także i ze strony wiernych. I tak np. większość mszy św. zamawia­no przed obrazem Matki Bożej. Wiele aniwersarzy zro­dziło się z myślą odprawiania ich przed cudownym wizerunkiem. Wzrastająca frekwencja wiernych spowo­dowała nadto zabiegi konwentu o rozwój specjalnych nabożeństw i przywilejów odpustowych. A ponieważ do brdowskiego sanktuarium przybywali często chorzy i zagorzali grzesznicy, dlatego już w drugiej połowie XVII stulecia prosili paulinów o przysłanie specjalnego spo­wiednika egzorcysty z prawem rozgrzeszania heretyków i rozwiązywania spraw podejrzanych o działanie szatana. Misję tę pełnił przez wiele lat z powodzeniem o. Reginald Trepka, a gdy w 1728 r. zmarł, proszono natych­miast o następnego, bo zapotrzebowanie w tej dziedzinie było olbrzymie.

Równie często prosili wierni o odrębne maryjne nabo­żeństwa. I tak w 1726 r. wystarali się paulini o specjalne odpusty za śpiewanie litanii o Matce Bożej we wszystkie święta maryjne. A kiedy po latach odpustowy przywilej stracił swoją ważność, nie tylko prosili o przywrócenie jego dawnego charakteru, ale w 1736 r. zwrócili się do swojej zwierzchności z prośbą, by wszystkim konwen­tom udzielono podobnych przywilejów.

Nie ulega wątpliwości, że na przestrzeni ponad półto­ra wieku, począwszy od XVII stulecia aż po czasy roz­biorowe, kult Madonny Brdowskiej rozwijał się nie­ustannie, z pietyzmem podtrzymywany przez paulinów. Rosła też ciągle frekwencja wiernych. By wymienić przynajmniej niektóre uroczystości, to np. na odpuście 8 września 1773 r. było ponad 4000 wiernych, 10 lat póź­niej 2000, gorliwie spowiadających się i wielbiących swoją Protektorkę.

Z myślą o nich przeor Kilian Karwacki uzyskał od Stolicy Apostolskiej w 1796 r. liczne odpusty na święta maryjne, a na dwa główne – Narodzenia i Nawiedzenia odpusty zupełne po wieczne czasy.

Rangę brdowskiego sanktuarium uznawali również okoliczni księża. Tutaj obradowali dwukrotnie z okazji głośnych wówczas Kongregacji Dekanalnych w 1782 i 9 października 1792 r. Zamożni dziedzice z miłości do Matki Bożej i sympatii do zakonu, prosili o złożenie pod kościołem swych ciał po śmierci, najczęściej również w habicie zakonu. Każdy taki pogrzeb był olbrzymią mani­festacją religijną i ożywieniem nabożeństwa do Matki Bożej wśród wiernych. Za analogiczną formę kultu trzeba również uznać zawieranie małżeństw w sanktuarium brdowskim z odległych zakątków Kujaw i Wielkopolski. Na te uroczy­stości przybywali zaproszeni celebransi i znakomite rodziny ślubujących. Liczba tych ceremonii stanowi przypuszczalnie znaczną część wszystkich ślubów na przestrzeni całej historii parafii. Rejestrują je zachowane akta. Niestety, są one zaledwie fragmentaryczne, stąd brak danych cyfrowych.

W latach rozbiorowych kult prawdopodobnie dość mocno tłumiły ostre restrykcje pruskie i rosyjskie, zwłas­zcza po upadku powstania styczniowego i kasacie klasz­toru. Mimo to, jak zaświadcza anonimowy korespondent „Przeglądu Katolickiego” z 1894 r. do obrazu Matki Bożej Brdowskiej pielgrzymowali często wierni, zwłasz­cza wtedy, gdy nie mogli przyjechać do Częstochowy. Wybierali oni zarówno święta maryjne jak i patronalne kościoła św. Wojciecha.

Kult odżył wyraźnie w okresie proboszczowania ks. Wojciecha Gniazdowskiego. Właśnie wówczas pewien parafianin, uczestnik wojny japońskiej, złożył dziękczyn­ne wotum. Po fakcie tym ks. Gniazdowski zalecił, by wotum zbiorowe złożyli wszyscy uczestnicy wspomnianej wojny. Posypały się wówczas składki parafian oraz ich krewniaków z Milwaukee w USA. W efekcie tej zbiórki ufundowano dwa wota i złożono je Matce Bożej. Pierwsze wotum pochodziło od uczestników wojny japoń­skiej z 1906 r., a drugie od Polonii Amerykańskiej z 27 listopada 1907 roku. W tym miejscu należy dodać, iż w praktyce duszpa­sterskiej ks. Gniazdowski dość często odwoływał się do Madonny Brdowskiej, prosząc, by strzegła życia moral­nego parafian, zwłaszcza młodzieży żeńskiej wyjeżdża­jącej do Prus i Stanów Zjednoczonych. Dzięki jego staraniom wydano w tym czasie dwie różnego formatu reprodukcje litograficzne wizerunku Madonny Brdow­skiej, nakładem drukami św. Wojciecha w Poznaniu. O ponownym ożywieniu kultu można mówić w okresie proboszczowania ks. Józefa Markowskiego, który w la­tach 1929-1930 przyjął 13 wotów, poświadczających wzrost ufności w moc orędownictwa Matki Bożej. Jej też poświęcił swoje utwory poetyckie.

W okresie okupacji hitlerowskiej kościół brdowski był zamknięty dla wiernych, lecz kilka razy udało się para­fianom uzyskać tę wiadomość, że przed obrazem odprawiały się nabożeństwa dla wysiedlonych z Rzeszy Niem­ców. Budziła one olbrzymią nadzieję przemiany niedoli, w jakiej znajdowała się ojczyzna i najbliższa okolica . Po okupacji i w okresie odradzania się państwa polskiego, nowych wymiarów kultowych nabrało sanktuarium od momentu powtórnego objęcia kościoła przez paulinów w 1952 r. Już w drugim roku ich tutaj pobytu prosili ówczesnego przewodniczącego episkopatu, bpa Michała Klepacza, by ze względu na kult Najświętszej Panny w brdowskim kościele nadał mu dodatkowy tytuł Matki Bożej Pośredniczki Łask. Zgodę na to uzyskali bez większych trudności. Odtąd to święto jest obchodzone w ostatnią niedzielę maja.

Energiczny przeor, Korneliusz Jemioł, w okresie swego urzędowania w latach 1952-1957 dokonał modernizacji kościoła i konserwacji samego obrazu, o czym wspomniano już wyżej. Po ukończeniu prac obraz wnie­siono do kościoła 7 września 1956 r. w uroczystej procesji z dworca w Babiaku do Brdowa, przy obecności dużej rzeszy wiernych i kleru oraz przy specjalnej oprawie nabożeństw liturgicznych. Uroczystość ta przyczyniła się również do ożywienia kultu maryjnego w okolicy, a także i w kurii biskupiej. Właśnie w tym czasie zaczęto mówić coraz częściej o konieczności koronacji obrazu i stworzeniu w Brdowie ośrodka maryjnego dla terenu diecezji włocławskiej. Inicjatywę tę poparł ordynariusz włocławski, bp Antoni Pawłowski, który zarządził, aby w dniach od 30 czerwca do 2 lipca 1962 r. odbyły się tutaj Dni Maryjne dla południowo-zachodniej części diecezji włocławskiej.

W istocie nabożeństwo to, połą­czone z dziesiątą rocznicą powrotu paulinów do Brdowa, było jedną z najpiękniejszych manifestacji maryjnych w tutejszym sanktuarium. Przy względnie dużej frek­wencji wiernych, udziale licznego duchowieństwa i obec­ności 4 biskupów (A. Pawłowski, L. Bemacki, Z. Goliński i F. Korszyński) wraz z generałem paulinów, Ludwikiem Nowakiem, rozdano około 5500 komunii św., wy­słuchano szeregu przemówień i oddano w opiekę Matce Bożej Brdowskiej najbliższą okolicę .

Od tego czasu wysiłki paulinów szły w kierunku przy­gotowań do koronacji obrazu diademami papieskimi . Sprzyjały temu różne okoliczności, zwłaszcza wzrastają­ca liczba podziękowań. Szczególną formę podziękowania obrał parafianin babiacki, Tanalski, który tuż po zakoń­czeniu wojny przybywał w niedziele do kościoła brdowskiego i podczas kilku mszy św. leżał krzyżem w podzię­ce za przetrwanie okupacji i uzdrowienie córki. Wypada przytoczyć także inny fakt z 1963 r., kiedy miejscowy parafianin w podzięce za udaną operację przez całą sumę leżał krzyżem przed cudownym obrazem. Z tej okazji powstały wówczas dwie pieśni, w tym jedna w postaci wotywnej laurki zdobiąca do dzisiaj korytarz klasztorny.

Paulini, doceniając rangę wzrastającego kultu, prosili Stolicę Apostolską w 1965 r. o udzielenie odpustów na dziesięć świąt maryjnych w każdym roku. Po trzech latach uzyskali odrębny odpust na tzw. „Rocznicę Izbicką”, wypadającą w środę po l niedzieli października.Do postulatu i projektu o potrzebie koronacji obrazu brdowskiego nawiązał ponownie ordynariusz włocław­ski, bp Jan Zaremba. Odrębnym listem z 26 sierpnia 1976 roku poinformował miejscowego przeora, o. Anzelma Radwańskiego, o zamiarze skierowania do Stolicy Apos­tolskiej prośby o udzielenie pozwolenia ukoronowania Madonny Brdowskiej papieskimi koronami.

Zrealizowanie koronacji obrazu nie mogło się wów­czas odbyć ze względu na nieprzygotowany na tę uroczy­stość stan kościoła. Sytuacja uległa zmianie, gdy za prze­oratu o. Bronisława Matyszczyka ukończono remont i odpowiednią modernizację. Wnętrze świątyni uzyskało nową polichromię, organy, posadzkę i odnowiono ołtarze. W tej sytuacji zakon oraz kuria biskupia we Włocławku wniosły prośbę o aprobatę na koronację. Zgodę na nią wyraziła Stolica Apostolska dekretem z dnia 25 marca 1982 r. Termin nałożenia papieskich diademów plano­wano na okres letni 1983 r. Na wiadomość o powtórnej pielgrzymce papieża Jana Pawła II do Polski, zapadła decyzja o ukoronowaniu obrazu brdowskiego przez niego na Jasnej Górze. Stało się to w dniu 19 czerwca 1983 r. Kilka dni później ukoronowany obraz powrócił w uro­czystej procesji do Brdowa, gdzie nastąpiła jego instala­cja we wspaniale odnowionym kościele.

Radość parafian i wiernych z aktu koronacji nie trwała jednak długo. W listopadową noc św. Andrzeja 1983 r. ołtarz główny, w którym był cudowny obraz spalił się z niewyjaśnionych dotąd powodów. Na skutek ogromnego żaru popękały ściany z pięknymi freskami, stopiły się organy, a żrący dym zabrudził wszystkie sprzęty w kościele. Z ołtarza głównego został jedynie stalowy szkielet, na którym wisiała pancerna skrzynia z mocno spękanym wizerunkiem Zwycięskiej Madonny. W ogniu spłonęło dużo cennych wotów, obraz św. Wojciecha i Pawła Pustelnika, prawie w połowie spaliły się również dwie piękne drewniane figury św. Piotra i Pawła. Pożar był olbrzymim ciosem dla brdowskiej parafii i dla przeora Bronisława Matyszczyka, któremu udało się ozdobić kościół bogatymi w tematykę malowidłami, przez pożar praktycznie zniszczonymi do tynku. W przekonaniu znacznej części społeczeństwa uważano, że tej zbrodni dokonały wyspecjalizowane w podpalaniu kościołów służby bezpieczeństwa władz komunistycz­nych. Wiele okoliczności zdawało się na to wskazy­wać, ale żadnych dowodów i winowajców nie znalezio­no. Zresztą znalezienie winowajców w niczym już nie zmieniłoby zaistniałej tragedii. Odnowienia wnętrza koś­cioła a także odtworzenia nowego ołtarza, organów i licznych sprzętów musiano podjąć się od nowa. Podjął się tego powtórnie niezmordowany i niedoceniony w pełni dla dobra kościoła brdowskiego przeor, o. Bronisław Matyszczyk. W przeciągu dwóch lat, dzięki pomocy finansowej Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej, zrestaurował na nowo wnętrze zniszczone skutkami pożaru. Ściany i sklepienie pokryły nowe freski, wykonane przez malarza Zdzisława Pabisiaka z Krakowa. Zrekonstruowany został najpierw duży ołtarz na wzór spalonego. Powrócił także na swe poprzednie miejsce, cudem niemal uratowany obraz Matki Bożej. Wstępnych zabezpieczeń po pożarze dokonała najpierw artystka malarka Anna Torwirt, a później dopiero odnowienia zniszczonej warstwy malarskiej dokonała prof. dr hab. Maria Roznerska w Zakładzie Konserwacji Malarstwa i Rzeźby Polichromowanej przy Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. W nowej scenerii i przepięknej dekoracji kościoła odbiera wizerunek Matki Bożej tę samą cześć, jaką cieszył się przed laty, owszem w nowej sytuacji politycznej odgrywa coraz większą rolę zwornika jednoczącego Polaków z Kościołem pod opiekuńczymi skrzydłami Jego Matki.

Miejsce Kultu

Miejsce Kultu
Najdawniejsze dzieje lokalizacji obrazu nie są znane. Z akt wizytacji biskupiej Stanisława Karnkowskiego odbytej w 1577 r. dowiadujemy się, że kościół brdowski, chociaż od niepamiętnych czasów nosił tytuł św. Wojcie­cha, to jednak przeważała w nim cześć do Matki Naj­świętszej, a główny ołtarz nosił tytuł Nawiedzenia. Po­zwala to zakładać, że cześć ta wywodziła się właśnie dzięki obrazowi tutejszej Madonny.

Do rozwoju kultu przyczyniła się najwyraźniej wspomniana już peregrynacja obrazu Matki Bożej do Mąkoszyna i powrót do Brdowa. Wśród niewyjaśnionych okoliczności tych przenosin, godny uwagi jest fakt, że w miejsce obrazu Matki Bożej Zwycięskiej o. Gołdonowski postarał się dla Mąkoszyna o inny obraz, który kilka lat temu udało się uratować od całkowitego znisz­czenia. Tym razem podarował on kopię wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej, nie chcąc zapewne osierocić miejscowego kościoła i istniejącego tam kultu. Po powrocie cudownego obrazu do kościoła brdowskiego umieścił go na honorowym miejscu, a nadto zlecił zbudować dla niego kaplicę, którą wykończył jego następca o. Klękowski, jeden z najdzielniejszych przeorów i probo­szczów brdowskich.

Na temat kaplicy nie posiadamy bliższych danych. Wiadomo tylko, że była usytuowana od strony północnej, zbudowana z cegły i kryta dachówką, uzupełnianą przez wiele lat, począwszy od 1689 r. Były w niej zawsze dwa ołtarze – jeden dla cudownego obrazu, pobłogosła­wiony przez bpa Stanisława Domaniewskiego, drugi o niewiadomym tytule. Ołtarz Matki Bożej nie należał za­pewne do bogatych, skoro krawiec Stefan Przanowski ufundował nowy w 1745 r. Istniał on zaledwie trzy lata. Po pożarze w. 1748 r., Jan i Anna Skarbkowie ufundo­wali nowy i ten przetrwał do czasu istnienia kaplicy.

Losy kaplicy mają bardzo złożoną historię. Zbudowa­na na słabych fundamentach, budziła dość wcześnie niepokój o dalsze przetrwanie. Po roku 1700 rysowały się jej ściany, wobec czego przeprowadzono jej restaurację w latach 1711-1714. W roku 1745 uzyskała nową polichromię, a także portal z kratą i napisem. Po pożarze w 1748 r. odzyskała swój właściwy wygląd, w czym pomogli liczni fundatorzy, hojni w datkach dla chwały Matki Bożej. Fundacje te nie objęły jednak wzmocnienia wadliwej zapewne konstrukcji i nie powstrzymały nie­ustannego procesu niszczenia. W 1784 r. rozebrano ją do fundamentów.

Kult maryjny koncentrował się w kaplicy z niemałą okazałością. Dobrodzieje obijali ją kosztownymi tkanina­mi, wotami i kandelabrami. Mnożyły się dla niej odrębne zapisy na naczynia liturgiczne i wreszcie na sukienki i firanki zasłaniające obraz. Nie wiemy dziś jak one wy­glądały i z jakich tkanin je sporządzano. Wiemy jedynie że w 1668 r. było sześć firanek.

Lecz tak, jak kaplica nie miała szczęścia długiego trwania, tak i cudowny obraz dzielił jej trudną historię. Groźny pożar, który wybuchł 4 sierpnia 1748 r. dopro­wadził do kompletnej ruiny zarówno kościół jak i kapli­cę. Obraz zdołano jednak wynieść z płonącej świątyni i umieścić go w oberży. Po tygodniu przeniesiono go wraz z Najświętszym Sakramentem do nowego domu Wincentego Borkowskiego, gdzie przebywał do 8 wrze­śnia, czyli do prowizorycznego pokrycia kaplicy.

Ponieważ proces upadku kaplicy posuwał się nie­ustannie i wszystkie dotychczasowe wysiłki w celu jej uratowania okazały się bezowocne, a wzrastający kult Madonny Brdowskiej domagał się lepszego miejsca, obraz przeniesiono podczas uroczystego nabożeństwa do dużego kościoła w dniu 8 grudnia 1784 r. Od tego czasu pozostawał w dużym ołtarzu aż do roku 1964, kiedy to wyjęto go stamtąd z okazji regotyzacji pre­zbiterium kościoła. Przez pewien czas wisiał on nad soborowym ołtarzem, później w 1970 r., umieszczono go w próbnej nastawie w kształcie tryptyku. W 1980 r., z inicjatywy o. Bronisława Matyszczyka, powrócił do dawnego barokowego ołtarza w prezbiterium. Zabezpie­czono go ogniotrwałym pancerzem oraz stalową zasłoną ze sceną Zwiastowania Najświętszej Panny. Niewątpli­wie ten ogniotrwały pancerz uratował obraz podczas ostatniego pożaru ołtarza. W wyniku bardzo wysokiej temperatury sam wizerunek Matki Bożej doznał dużych zmian w barwach karnacji, a także poważnego spaczenia podobrazia, niemniej jednak ocalał.

Wota

Wota
Luźnymi ozdobami obrazu oraz ścian kaplicy i koś­cioła były różne wota, przetapiane co pewien czas na naczynia liturgiczne także kradzione lub rekwirowane na skarb państwa podczas zamieszek wojennych.

Inkwizycja z 1637 r. wyliczała 5 różnych gatunków wotów, symbolizujących najczęściej prośby lub dziękczynienia za łaski. Zestaw ich, choć skromny, ilustruje nieokreśloną sumę wotów z okresu dwuletniego. Drugi rejestr, sporządzony z polecenia o. Augustyna Kordeckiego w 1657 r., wylicza 290 różnych wotów, wśród których przeważały tablice, a także me­talowe nóżki, okulary i zęby. Od roku 1657 do 1672 liczba składanych wotów sięgała rocznie od kilku do 372 sztuk. Dokładne ich spisy z adnotacjami ofiarodawców prowadzono z zadziwiającą dokładnością. Zwracali na to uwagę ówcześni wizytatorzy prowincji. W XVIII w. nastąpiło jednak pewne zobojętnienie w tej dziedzinie. I tak np. jedyny akt powizytacyjny z całego stulecia, sporządzony w 1711 r., poprzestał na suchym stwierdzeniu, żewokół obrazu cieszącego się olbrzymią czcią od niepamiętnych czasów, znajduje się mnóstwo wotów. Można przyjąć, że kult maryjny najwyraźniej wzrastał i kronikarze nie byli w stanie rejestrować poszczególnych przejawów pobożności, widocznych w wotach i darach w naturze.

Był to okres, gdy wraz z upadkiem świetności narodowejco pewien czas, drobne lub większe ilości argenteriów w tym i wotów, przepadały na cele wojenne i dla podbudowy skarbu Królestwa. Z tego względu nie opisywano pojedynczych tablic wotywnych i nie uwzględ­niano nazwisk ofiarodawców. Liczyły się tylko ilość i ciężar gatunkowy. Tak też spisał je lustrator inwentarza z 1810 r. podając dość niezrozumiale, że wszystkie wota liczyły 4 grzywny i 43 łuty. Spis z 1886 r. zarejestrował tylko 34 sztuki różnych przedmiotów a zestaw z 1932 roku podał zaledwie 91 sztuk. Spośród nich szereg wo­tów zaginęło w okresie zarządzania kościołem przez Niemców i w wyniku kradzieży dokonanej w roku 1941. Toteż w 1947 r. wraz z nowymi wotami, bez korali, naliczono 75 sztuk, w 1960 r. już 145, do roku 1977 zdobiło ołtarz 168 wot, spośród których najstarsze sięgały połowy XIX stulecia. Wiele z nich stopiło się podczas pożaru w noc andrzejkową 1983 r. Obecnie na ołtarzu i w gablotach wiszą nowe wota w postaci pier­ścionków, łańcuszków, sznurów korali, ryngrafów, róża­ńców i małych serduszek. Każde z nich zapisywane jest do odrębnej księgi, z podaniem okoliczności lub powo­dów ich złożenia.